niedziela, 18 listopada 2012

Taxi please!











 My best Rożek <3 p="p">





Uwielbiam robić zdjęcia z Rożkiem. Zawsze jest bardzo wesoło i czuje się swobodnie. Tańczymy do muzyki w telefonie i gadamy o różnych dziwacznych rzeczach. Jakby ktoś pytał to tym razem zdjęcia powstały na wiadukcie na Aleksandrowskiej. Uprzedzam pytania- tak było zimno but no risk no fun :D Ostatnie zdjęcie to piękna stara taksówka, którą wyhaczyłyśmy. Ile bym dała by przenieść się do tych czasów gdy po ulicach jeździły tylko takie taksówki, a kobiety nosiły piękne kostiumy...ach...
A dziś w rolach głównych:
płaszczyk- River Island -SH 20zł :D
sznurowane kozaki- Centro
sukienka- Jola Collection
pasek- Mango
torebka- H&M
naszyjnik- no name

sobota, 3 listopada 2012

Recenzje kosmetyczne- październikowi ulubieńcy

Tym razem post bardziej kosmetyczny. Dawno nie robiłam żadnej recenzji kosmetyków, a muszę przyznać że nazbierało się parę odkryć więc chyba post będzie długi;) I oto przed Państwem:

Balsam do ciała masło shea i kakao Isana



Poleciła mi go Kasia S. (pozdrawiam i dziękuję!), a w tej chwili jest to numer 1 w mojej łazience. Po pierwsze jest ogromnie wydajny (opakowanie ma 500ml!), pięknie pachnie- niezbyt nachalnie, ale delikatnie i subtelnie. Zdecydowanie nie czuję się wysmarowana czekoladą, ani niczym podobnym ;).  Pozostawia skórę super nawilżoną i co najważniejsze- bez tłustego filmu na skórze, którego ja po prostu nienawidzę (a co robił mój ukochany jaśminowy balsam z Joanny:( ) Nie jest zbyt gęsty i tępy, ale także nie leje się między palcami. Pod względem konsystencji jest po prostu idealny. Szybko się wchłania i nie trzeba go wcierać i wcierać, bo pozostają białe smugi. Nie dość, że jest wydajny, to jest także tani- 9,90 zł, a w promocji  potrafi kosztować 7zł. Skład także niczego sobie: wysoko w składzie olej kokosowy i masło shea. Zdecydownie mogę polecić!

Kremowy żel pod prysznic Isana Masło shea i Marakuja

Kosztuje niecałe 5zł i myślę że spokojnie jest wart swojej ceny. Przepięknie pachnie pod prysznicem i choć zapach nie pozostaje zbyt długo na skórze, to sama kąpiel dzięki niemu sprawia mi dużą przyjemność. Uwielbiam opakowania żeli pod prysznic Isany- są z miękkiego plastiku, więc przy końcówce produktu nie ma problemu by wydobyć całość- dosłownie nic nie pozostaje na ściankach opakowania. Ciężko mi powiedzieć czy nawilża skórę, bo zawsze stosuję balsam. Jego głównym zadaniem jest mycie i myślę że w tej roli sprawdza się bardzo dobrze. Jedyne co mogę mu zarzucić, to fakt, że słabo się pieni- ale mnie to osobiście nie przeszkadza. Olejek pod prysznic Isana Melon i Gruszka, który kupiłam jako następny zupełnie się nie pieni i ma typowo oleistą konsystencję. Również pięknie pachnie, ale jedynie w opakowaniu, na skórze zupełnie nie. Mam zamiar testować dalej Isanowe żele ;)

Krem do rąk Isana z mocznikiem

Naprawdę rewelacyjny krem. Zasłużenie został debeściakiem wizażu i dostał naklejkę KWC. Gdy pracowałam w fabryce ratował moje zupełnie suche dłonie. Ma gęstą konsystencję i troszkę pozostawia lepkie łapki, ale nawilża naprawdę solidnie- to zapewne zasługa mocznika wysoko w składzie. I to za 6zł!  Niestety ma jedną wadę jak dla mnie- okropny cierpki zapach, którego nie potrafię wytrzymać. Dlatego skończyłam jedno opakowanie i póki nie potrzebuję mocnego nawilżacza, stosuję krem z tej samej rodzinki:

Krem do rąk Isana z olejkiem migdałowym



Jest dużo lżejszy niż ten z mocznikiem, i pachnie delikatnie- wanilinowo. Skóra pozostaje nawilżona i elastyczna na długo. Obydwa są niezwykle wydajne. Uwielbiam to klikanie klapki przy zamykaniu i otwieraniu opakowania- niczym zapalniczka Zippo ;)

Podkład Lirene Nature Matte



I tutaj duża niespodzianka. Od zawsze używam podkładu Lirene City Matt, ale w ramach oszczędności i przekonana przez Rożka: "stara obczaj one mają prawie identyczne składy!" zakupiłam Nature Matt. Faktycznie, nie mogę powiedzieć-różnicy na twarzy nie widzę zupełnie, za to w portfelu- a jakże! Za City Matt zapłacimy ok 25zł, zaś za Nature Matt ok 15zł, a w promocji znalazłam go za 9,90zł. Uwielbiam podkłady Lirene- świetnie kryją, dostosowują się do koloru skóry i na długo matują. Zaznaczam jednak że moja cera nie jest problematyczna.

Krem do rąk BeBeauty masło Shea&olejek kokosowy



Krem z Biedronki! Rewelacyjny skład, kremik pachnie pięknie jabłkowo. Nie stosuję go jednak do rąk. Idealnie nadaje się na włosy- świetnie zabezpiecza końcówki na noc. Moje włosy przechodzą ostatnio kryzys- suszenie suszarką, zimno na dworze i centralne ogrzewanie w domu= puch! Wiec ten wspaniały kremik one po prostu kochają i odwdzięczają się ładnym nawilżeniem i skrętem. Na wizażu i wielu blogach przeczytacie o nim bardzo wiele pozytywnych recenzji, a ja się pod nimi podpisuję każdym włosem;)

Certyfikowane organiczne serum pomidor z ogórkiem Ava Eco Garden



Skusiłam się na nie na targach kosmetycznych. Uwielbiam kosmetyki ekologiczne, a Ava jest Polską i dość tanią firmą. Miałam ich żel świetlikowy pod oczy, który bardzo dobrze się sprawdził, więc postanowiłam spróbować z serum. Tubka ma 30ml, wykonana z porządnego plastiku. Konsystencja serum jest kremowa i dość gęsta, ale szybko się wchłania. Pachnie bardzo specyficznie, co nie każdemu może się spodobać- dla mnie pachnie ogródkiem i świeżo zaoraną ziemią xD Bardzo organicznie xD Nie skończyłam jeszcze opakowania, ale do napisania recenzji już teraz skłoniło mnie wrażenie, że moja skóra jest dużo jędrniejsza i bardziej nawilżona. Myślę że to zasługa serum, ponieważ nie zmieniłam niczego w pielęgnacji twarzy. Co więcej- centralne ogrzewanie działa wręcz odwrotnie i moja skóra powinna mieć objawy suchości. Dam znać gdy skończę tubkę! Proponuję przyjrzeć się składowi, jest rewelacyjny!
Aqua, Lavandula Angustifolia Flower Water*, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Phytosqualan, Olea Europaea (Olive) Oil*, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Olea Europaea (Olive) Oil Fruit Oil, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Hydrogenated Vegetable Oil, Glyceryl Stearate, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Beta-sitosterol, Tocopherol, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Glycerin, Zea Mays Starch*, Citric Acid, Sodium Carbonate, Sodium PCA, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Dehydroacetate, Xanthan Gum, Ferula Galbaniflua Oil, Citrus Aurantium Oil, Ricinus Communis Oil, Sodium Phytate.


czwartek, 1 listopada 2012

Pif paf!

Te zdjęcia powstały jeszcze zanim spadł śnieg. Kocham się w spódnicach, ale zima nie sprzyja ich noszeniu, niestety. Plisowana spódnica to prezent od Rożka z legendarnych lubelskich lumpeksów, sweterek z poprzedniego posta (F&F), a teraz przejdźmy do torebki...stali czytelnicy mogą kojarzyć ją z milionów moich postów. Jednak w najbliższym czasie nie planuję się z nią rozstać:P, Duży udział ma także burgundowy (co za okropna nazwa!) szal Parfois.



Na dalszym zdjęciu chciałam się pochwalić Moją Pierwszą Zupą- dyniową z przepisu Katastroficznej Kasi :D. Jestem z niej bardzo dumna, gdyż pomimo wielu stresów smakowała mi i gościom :D

Chciałam przedstawić wam także moją nową sukienkę z Gatty, którą miałam ostatnio na imprezie 8,5. Czuję się w niej rewelacyjnie niestety nie mam zdjęcia bezpośrednio z przodu. Niedługo nowy post z dwoma sukienkami również z Gatty i recenzja kilku kosmetyków. 
Oto kilka fotek z imprezy:


Pozdrowienia Błażeju!


sobota, 27 października 2012

Makijaże i zakupy

 Oczywiście zamiast się uczyć odgrzebuję zdjęcia na komputerze, bo cóż innego można robić w taką pogodę? Wrzucam wam troszkę moich zabaw z makijażem oka, może ktoś sam postanowi stworzyć u siebie na oku turkus, brąz czy zieleń ;) Przedstawiam wam również moje jesienno-zimowe zakupy czyli musztardowy szalik i rękawiczki Reserved, fioletowa chustka Tchibo, bransoletka- Jola Collection, i buty w małym sklepie na Kilińskiego za 19,90 zł!! W najbliższym czasie pojawi się jakiś bardziej kosmetyczny wpis, bo na dysku czeka też stylizacja i filmik którego nie potrafię obrobić... Miłej soboty kochani!
















wtorek, 23 października 2012

English tea





Ten strój kojarzy mi się mocno z Anglią, choć nigdy tam nie byłam. Lumpeksowa pikowana kurtka, torebka w kształcie siodła i spódnica w kratę. Ostatnio pokochałam żółć której kiedyś szczerze nienawidziłam. Pozują ze mną psiaki- Babeta i Zula. Wybaczcie brak inwencji na tekst- nie dość że dotknęło mnie przesilenie jesienne to jeszcze ciężko przestawić się na siedzenie w ławce tak wiele godzin. A w tej chwili wyglądam tak: (najlepsza piżama świata z F&F)

P.S. To najmilsza bluza na świecie!

niedziela, 14 października 2012

Roses, roses on my skirt...

Spódniczka w róże to mój wspaniały łup z Gdyni za 3 zł. Jest z dość grubego sztywnego materiału, więc w chłodniejsze dni sprawdza się rewelacyjnie. Zielony sweterek też pochodzi z sh ,jest z metką Zary, a ja po prostu uwielbiam ten model zarowych sweterków na guziki. Mogłabym je mieć dosłownie we wszystkich kolorach (mam jeszcze szary tse tse tse...). Buty mają już wiele lat, ale skórzane buty dobrej jakości mają to do siebie że są nie do zdarcia;) Torebka znów ukradziona mamie prosto od Słonia Torbalskiego ;) Ostatnio pozuje ciągle w jednym miejscu- wybaczcie, ale po pierwsze jest blisko- na terenie mojej posesji, po drugie- na tle szarości wszystko fajnie widać, więc póki co będziecie skazani na mnie i karbowaną blachę :D



niedziela, 7 października 2012

O stylu, inspiracjach i sukience

Dużo myślę o tym co na siebie zakładam, zastanawiam się nad swoim stylem i rzeczami które mnie inspirują. Nie przeszkadza mi to że moje stylizacje często pokazują  ten sam ciuch w różnych kombinacjach, czy  ciągle przewijający się dodatek w postaci torebki, bransoletki czy butów. Cóż poradzę na to, że staram się mieć rzeczy, które do wszystkiego mi pasują? Poza tym- czy ja wciąż muszę zaskakiwać czymś nowym,  "jednopostowym"? Nie, nie mam zamiaru i nie tylko ze względu na to, że nie stać mnie, by mieć co post nową torebkę, ale także dlatego, że chcę pokazać wam jak wyglądam codziennie, a nie stroić się jedynie do aparatu. Co do inspiracji... czasem inspiruje mnie osoba z mojego towarzystwa i nie musi ubierać się niezwykle, czasem inspirują mnie jej gesty, słowa, zachowanie czy po prostu jak "coś nosi". Wtedy uważnie śledzę każdy jej strój, aż w mojej głowie klaruje się wizja Mnie. To w pewien sposób rodzaj hołdu oddanego tej osobie ;) Czasem wystarczy mi połączenie kolorów jak np w moim portfelu- granat i pistacja, bym chodziła prawie non stop szukając w ubraniach tych dwóch kolorów. Czasami wystarczy zdjęcie, film, czy mój nastrój. Jedno jest niezmienne- od zawsze lubię ubrania poważne- nigdy nie nosiłam bluz jak moje koleżanki, bluzek ze śmiesznymi nadrukami, bojówek ani jeansowych miniówek. W gimnazjum nosiłam spódnicę od marynarki, koszulę i torbę- nigdy plecak. Zdjęcie z pierwszej klasy gimnazjum:


Teraz też ubieram się poważnie, kocham ubrania z duszą, mające już wiele, wiele lat. Nie chcę powiedzieć vintage, bo niestety przez ostatnie lata nabrało to odrobinę innego znaczenia- vintage jest dosłownie wszystko. Sukienkę którą mam na sobie można nazwać "retro". Kupiłam ją na kiermaszu ŁZPT parę lat temu, TU ją już pokazywałam, wtedy była na mnie za mała i czekała w szafie aż zgubię parę kilo. :D Teraz jest dobra i mogłabym ją nosić prawie codziennie. Żeby nie było tak jednokolorowo zestawiłam ją z granatowym sweterkiem- F&F i butami które są prezentem od wspaniałej osoby, mają już wiele, wiele lat. Torebkę zaś znalazłam w szafie babci, jest ze skóry, zapinana na paseczek- mam pewność że nic nie zgubię gdy ją zapnę;) A Wy skąd czerpiecie inspiracje?