Zdjęć z imprezy jako takiej jeszcze nie mam, czekam z niecierpliwością na płytkę z zebranymi zdjęciami ze wszystkich aparatów. Dziś będzie o sukience. Początkowo chciałam żeby była w jakimś ostrym kolorze- kobaltowym, soczystej czerwieni lub szmaragdowej zieleni. Marzyła mi się rozkloszowana sukienka do kolan i tiul. Z takim założeniem pojechałam do Ptaka wraz z koleżanką Danielą. Chodziłyśmy i chodziłyśmy ucząc się wzajemnie historii naprzemian z oglądaniem sukienek:)
Z ciekawości przymierzyłam blady róż. Nie będę tego komentować, wyobraźcie sobie same;)
Gdy już się zbierałyśmy do wyjścia moje oczy natrafiły właśnie na nią. Była jedyna i jeszcze za duża. Ale mnie takie rzeczy nie zrażają- zakochana po uszy postanowiłam skracać. Mimo, że zupełnie odbiegała od pierwotnego założenia kupiłam czym prędzej.
W firmie cioci udało mi się ją skrócić,a na stoisku w Manufakturze kupiłam torebkę z identycznymi zakładkami jak na pas sukienki:D pasowała niczym komplet. Buty które kupiła sobie moja mama na Sylwestra- nie wysoka szpilka, z odkrytym palcem i kryształkami jak przy broszce u sukienki:) Tak właśnie bawiłam się w Lodowym Pałacu:)



